blank.gif blank.gif blank.gif
Na rowerze z Firemanem
Sierpień 23 2017 10:41:57
blank.gif Nawigacja blank.gif box_on.gif blank.gif
bullet.gif Trasy rowerowe
bullet.gif Relacje z wycieczek
bullet.gif Relacje z zawodów
bullet.gif Inne artykuły
bullet.gif Mapa fotograficzna
bullet.gif Filmy video
bullet.gif Linki WWW
bullet.gif Księga gości
bullet.gif Pogoda

bullet.gif Mój BikeBlog
bullet.gif Kalendarium rowerowe
bullet.gif Podsumowanie sezonów
bullet.gif Moje osiągnięcia
bullet.gif O mnie stronie i rowerze
bullet.gif Kontakt

bullet.gif Szukaj
blank.gif Logowanie blank.gif box_on.gif blank.gif
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif Aktualnie online blank.gif box_on.gif blank.gif
bullet.gif Gości online: 1

bullet.gif Użytkowników online: 0

bullet.gif Łącznie użytkowników: 10
bullet.gif Najnowszy użytkownik: Szadziu
blank.gif Ostatnie artykuły blank.gif box_on.gif blank.gif
bullet.gif Bałkany 2012
bullet.gif Nad morze w 1 dzień...
bullet.gif Podsumowanie sezonu ...
bullet.gif Alpy Austriackie 2011
bullet.gif Hiszpania - Costa Bl...
blank.gif Newsletter blank.gif box_on.gif blank.gif
Aby móc otrzymywać e-maile z Na rowerze z Firemanem musisz się zarejestrować.
blank.gif Statystyki blank.gif box_on.gif blank.gif
blank.gif Alpy Austriackie 2011 blank.gif box_on.gif blank.gif


ALPY AUSTRIACKIE

Jeziora Ziemi Salzburskiej
24-31 lipca 2011




WSTĘP


Wyjazd nad jeziora w Alpach austriackich marzył mi się od 3 lat - jak zobaczyłem na zdjęciu jezioro Traunsee w Gmunden powiedziałem sobie że muszę tam pojechać rowerem. Nie chciałem jechać tam sam, więc wrzuciłem propozycje wyjazdu na forum podrozerowerowe.info - najpierw zgłosił się Piotr z Rzeszowa, a na tydzień przed wyjazdem Łukasz z Mikołowa, więc na podbój Austrii jechaliśmy obcą sobie, trzyosobową ekipą.
Wyjazd do ostatnich chwil stał pod znakiem zapytania ze względu na warunki pogodowe (wiadomości o powodziach, huraganach, opadach śniegu w Czechach i Austrii), ale na kolejne dni prognozy mówiły jedynie o przelotnych opadach deszczu, więc gorzej już chyba nie będzie. I tak trzy dni przed planowaną datą wyjazdu postanowiliśmy że niech się dzieje co chce - JEDZIEMY!
W pierwszej opcji na rowerach mieliśmy jechać już od granicy polsko-czeskiej, jednak ze względu na brak czasu i znośne koszty przejazdu pociągiem przez Czechy wybraliśmy drugą opcję.




Alpy austriackie - dzień 1/8 (24 lipca 2011)



Po wielu godzinach przygotowań wsiadłem w pociąg i ruszyłem na podbój Austrii z wielkimi obawami.
W Międzylesiu dosiada się w pociąg dwójka pozostałych towarzyszy wyprawy - Piotr "pr0zak" oraz Łukasz "Luuke". Przekraczamy granicę Polski i mkniemy dalej pociągami przez całe Czechy - trzeba przyznać że przez ten kraj całkiem wygodnie podróżuje się koleją. Po 6 szalonych, "parominutowych" przesiadkach na czeskie pociągi, docieramy przed godziną 22 do celu - Vyssi Brod klaster. Dalej polegamy tylko na swoich rowerach.


Stąd już tylko rzut beretem do Austrii, ale dzisiaj zostaniemy w Czechach. Wymęczeni całodzienną podróżą pociągami marzymy tylko o tym żeby położyć się spać. Wyjeżdżamy za miejscowość i w ciemnościach próbujemy znaleźć dogodne miejsce na rozbicie obozowiska. Znalazła się jakaś łączka, więc rozbijamy namioty i idziemy spać...





Alpy austriackie - dzień 2/8 (25 lipca 2011)




W Czechach wita nas zimny poranek, w nocy padało. Zbieramy obozowisko i przed 8 ruszamy w trasę... musimy dzisiaj dojechać do Alp. Widoki na południu Czech całkiem przyjemne dla oka...


Po paru kilometrach podjazdu przekraczamy granicę i wjeżdżamy do Austrii


Jedziemy pięknymi, pagórkowatymi terenami i w Assasch przekraczamy Dunaj, wzdłuż którego biegnie kilkusetkilometrowa ścieżka rowerowa... spotkać tam można spore ilości rowerzystów. Przez kilka kilometrów nasza droga biegnie naddunajską trasą...


Jedziemy dalej... przed Roitham w końcu naszym oczom w końcu pokazują się na horyzoncie Alpy...


Kawałek dalej trafiamy na piękny zespół wodospadów na rzece Traun.


Bliżej, bliżej, coraz bliżej... aż po 110 km naszym oczom w końcu ukazuje się miasto Gmunden położone nad jeziorem Traunsee


Jak tu pięknie... miejsce o którym marzyłem od 3 lat w końcu mogę oglądać na żywo.


Zamek Ort położony na wyspie jeziora Traunsee


Oczywiście nie mogło zabraknąć kąpieli w jeziorze Traunsee. Woda dosyć zimna, ale po tylu kilomerach taka kąpiel to sama przyjemność, chociaż inni turyści jakoś dziwnie się na nas patrzyli...


Powoli robi się wieczór więc czas na szukanie noclegu... ruszamy więc piękną trasą wzdłuż jeziora... widoki miodzio...




Mijamy miejscowość Ebensee i nadal nie idzie znaleźć nic odpowiedniego na rozbicie obozowiska. Na szczęście po dosyć długich poszukiwaniach udaje nam się znaleźć kawałek płaskiej łąki w otoczeniu gór





Alpy austriackie - dzień 3/8 (26 lipca 2011)




Standardowo o 6 rano pobudka, zimno że ciężko się ze śpiwora wygramolić, w nocy znowu padało.


W Bad Ischl robimy zakupy w markecie i ruszamy w kierunku Hallstatter See. Jedziemy drogą rowerową dookoła jeziora. Jeden odcinek jest niesamowity, gdyż droga powieszona jest na stromych ścianach gór zaraz nad jeziorem. Jest i most wiszący.


Widoki też są cudowne - po przeciwnej stronie widać miasteczko Hallstatt do którego zmierzamy.




Docieramy w końcu do miasteczka Hallstatt, które jest przeurocze - kolorowe domki powciskane na stokach gór, wąskie uliczki robią niesamowite wrażenie.




Następnie odbijamy w lewo i czeka nas podjazd na przełęcz Pab Gshutt (969 m npm). Niby tylko 450 metrów przewyższenia, ale końcowy 2,5 km odcinek nieźle daje w kość. Później czeka nas długi zjazd, a każdy zakręt to nowe widoki.




Masyw Tennengebirge ze szczytem Bleikogel (2411 m npm)


Wieczorem znowu są problemy ze znalezieniem miejsca na nocleg i ogólnie dopada nas jakiś kryzys - czuję się strasznie zmęczony, ledwo kontaktuję i nie mamy wizji jak tu zorganizować jutrzejszy dzień żeby się wyrobić z czasem.
Nocleg w końcu udaje się znaleźć i wizja jutra też się zrodziła.




Alpy austriackie - dzień 4/8 (27 lipca 2011)




Poranek wita nas przepiękną słoneczną pogodą, a to jest w sumie najważniejszy dzień wyprawy, gdyż zajeżdżamy najbliżej w najwyższe partie austriackich Alp, więc widoki będą przecudne...




W planach był wjazd na najwyższą przełęcz Austrii - Hochtor. Jednak dzisiaj nadal nie czuję się najlepiej kondycyjnie i niestety wraz z Łukaszem rezygnujemy z tej opcji wybierając relaks nad jeziorem Zell am See. Zdobycia Hochtoru podejmuje się jedynie Piotr. Przed marketem w Taxenbach rozdzielamy się więc i każdy jedzie swoje. Są to najdalsze okolice naszej wyprawy.

Widoki przy tej pogodzie są wprost powalające.






Jezioro Zell am See także robi niesamowite wrażnie przy takiej pogodzie




Rozkładam się na trawce, zażywam kąpieli w jeziorze oraz w promieniach słońca, zjadam specjały z plecaka i czuję jak kryzys mija i odzyskuję siły.


Niestety na Hochtor już za późno, okrążam więc z 2 razy jezioro i wraz z Łukaszem udajemy się do Fusch, gdzie na przystanku czekamy na zjazd twardziela Piotra, któremu udało się zdobyć Hochtor.


Wymieniamy się wrażeniami i ruszamy w drogę powrotną... z namiotami rozbijamy się w tym samym miejscu co wczoraj.

Zapraszam do obejrzenia fotorelacji Piotra ze zdobycia Hochtoru.




Alpy austriackie - dzień 5/8 (28 lipca 2011)




W trasę ruszamy o standardowej porze. Pierwsze kilometry jedziemy tą samą trasą więc pędzimy do Bischofshofen bez zatrzymywania się. Jedzie się znakomicie, gdyż wiatr mamy w plecy. W Bischofshofen robimy zakupy w markecie i jedziemy zobaczyć słynną skocznię im. Paula Ausserleitnera.


Oczywiście wchodzimy po schodkach na samą górę... idzie się zasapać ;)


Jadąc uliczkami Bischofshofen trafiamy na mini ryneczek z ładnymi budynkami.


Masyw Tennengebirge dzisiaj jest w chmurach więc widoki są niezbyt specjalne, ale nie jest źle... widok na zamek Hohenwerfen.


Za Werfen wjeżdżamy na niesamowitą trasę biegnącą w wąwozie - z lewej i prawej strony są prawie pionowe kilkusetmetrowe ściany. W jednym miejscu czeka nas kilkunastominutowa przerwa, gdyż na ścianie pracują alpiniści którzy usuwają luźne skały.


Jedno z austriackich miasteczek


Wjeżdżamy ponownie w rejon Salzkammergut obfitujący w jeziora - pierwsze jezioro jakie ukazuje się naszym oczom to Fuschlsee. Z góry jezioro wygląda okazale, ale po dojeździe na plażę w miejscowość Fuchl am See widoki nie robią na nas specjalnego wrażenia.


Ruszamy dalej... na niebie pojawia się "straszna", ciemna chmura więc zapewne ostro lunie deszczem. Jakoś udaje nam się sucho dojechać do St. Gilgen skąd jest piękna panorama na jezioro Wolfgangsee.


W St.Gilgen zajeżdżamy do marketu, wchodzimy pod daszek i w tym momencie rozpadało się i nawet parę razy zagrzmiało. Czekamy z dobre 2 godziny pod daszkiem aż przestanie padać. W końcu przestało... jako że zrobiło się zimno i zaczęło się ściemniać odpuściliśmy jazdę wzdłuż Wolfgangsee i kawałek zawróciliśmy w poszukiwaniu noclegu. Udało się coś znaleźć na łące w wysokich trawach... szybkie rozbicie obozowiska przed kolejną nadchodzącą chmurą - pośpiech był nie potrzebny, gdyż okazało się że to była pierwsza noc bez deszczu.





Alpy austriackie - dzień 6/8 (29 lipca 2011)




Ranek wita nas ciężkimi chmurami. Po śniadaniu zjeżdżamy do St. Gilgen nad jezioro Wolfgangsee. Widoki dzisiaj kiepskie, więc nie ma sensu objeżdżać jeziora.


Kręcimy się więc chwilę po uliczkach St. Gilgen...
Ciekawa fontanna


Budynek ratusza


Następnie udajemy się nad jezioro Mondsee - nad jeziorem wyrosła sobie wielka pionowa ściana, więc austriacy zrobili tunel dla aut oraz dla rowerzystów. Jest to najdłuższy tunel przez który przejeżdżamy na wyprawie o długości 1168 metrów.


Z tunelu odchodzą w paru miejscach odnogi na brzeg jeziora, gdzie można popatrzeć na widoki.




Jezioro Mondsee


Następne jezioro to Attersee, które jest największym jeziorem obszaru Salzkammerg. Woda w jeziorze ma turkusowy kolor, jedziemy wzdłuż jeziora kilkanaście kilometrów, ale nie ma zbytnio miejsc na fajne zdjęcia... dopiero po odbiciu w Staidbach na przełęcz i wjechaniu na wyższą wysokość pojawiły się lepsze widoki


Zdobywamy przełęcz, następnie długi zjazd i zawitaliśmy ponownie nad jeziorem Traunsee zamykając pętlę. Jedziemy na "naszą" toaletową miejscówkę, gdzie zażywamy kąpieli w jeziorze i doprowadzamy się do ładu i porządku. Wyszło nawet słońce :)
Ostatnie spojrzenie na góry i jeziora i ruszamy w kierunku granicy austriacko-czeskiej, gdzie zostało nam jeszcze 120 km.


Jest cały czas delikatnie z górki, wiatr w plecy więc pędzimy nie schodząc poniżej 30 km/h. Bardzo szybko zajeżdżamy do Lambach, gdzie kręcimy się chwilę po mieście.
Klasztor benedyktynów w Lambach.


Zajeżdżamy do Wels, pogoda się psuje, ale znowu mamy szczęście bo rozpadało się po naszym wejściu do marketu. Czekamy pod dachem kiedy przestanie padać i ruszamy dalej.

Za Oftering zaczynamy na gwałt szukać noclegu, gdyż na północy tworzą się bardzo nieciekawe chmury, które wędrują w naszym kierunku. Znajdujemy ciekawą miejscówkę pod lasem - opuszczoną działkę rekreacyjną ze stawem i altanką. Sprawdzamy czy nikt tam nie pomieszkuje i nie widząc nikogo rozbijamy się szybko na tyłach. Gdy wszystkie namioty stanęły rozpadało się... miało się to szczęście :)


Noc minęła niezbyt spokojnie, gdyż po okolicy kręciły się jakieś zwierzaki, które drapały mi w namiot i skakały po dachach altanki...




Alpy austriackie - dzień 7/8 (30 lipca 2011)




Wstajemy już przed 5:30 - nie idzie spać bo jeden z naszych za mocno chrapie, do tego śpiewają ptaki i słychać strzały jakiejś artylerii - pełen mix odgłosów.
Zwijamy się i ruszamy do Linz.
Nowa katedra w Linz (wieża tak wysoka że się nie dało jej złapać w kadr)


Rynek główny "Hauptplatz" w Linz


Ponownie przekraczamy Dunaj


Po wyjeździe z Linz czeka nas najdłuższy podjazd jaki miałem przyjemność kiedykolwiek podjeżdżać... całe 14 km pod górkę (z 250 na 777 m npm.) i tylko 500 metrów przewyższenia... ciągnęło się to niemiłosiernie długo...
Po drodze trafił się widok na zamek w Wildberg


Zjazd z przełęczy nie był zbyt przyjemny, gdyż cholernie wiało wmordewindem i było zimno. Później znowu trochę pod górkę i żegnamy Austrię a witamy Czechy.


W Czechach jedziemy jakimiś zapomnianymi asfaltami z masą nierówności do Rybnika na dworzec kolejowy. Docieramy 1,5 godziny przed czasem... udaje mi się stosując mix językowy czesko-polsko-angielski zakupić bilety na całą trasę przez Czechy, więc zostaje oczekiwanie na pociąg...


Pociąg w który wsiadamy jedzie z Austrii do Ceskich Budejovic, więc mamy okazję przejechać się wagonami austriackimi, które są rewelacyjne. 5 minut po ruszeniu pociągu rozpadało się i padało już do końca dnia. W Ceskich Budejovicach mamy parę godzin oczekiwania na pociąg do Pragi. Przeglądając rozkład jazdy na miejscu okazało się że jest pociąg wcześniejszy z tym że wymaga rezerwacji na rowery. Po rozmowach w kasie udało się kupić miejscówki na rower, więc wskakujemy w wcześniejszy pociąg pospieszny do Pragi.


To w sumie jeszcze nie koniec wyprawy bo czeka nas długa droga do domu pociągami z małym bonusem "Praga nocą".

Do Pragi przyjeżdżamy przed godziną 21. W planie było całonocne zwiedzanie tego miasta - niestety cały czas pada i jest zimno, więc zostało zwiedzanie dworca kolejowego, który trzeba przyznać robi wrażenie.





Alpy austriackie - dzień 8/8 (31 lipca 2011)



O północy przestało padać więc wyjeżdżamy na miasto... pierwsze co rzuca się w oczy to cała masa murzynów. Kręcimy się po uliczkach, wciągamy jedzenie przy jedenej z budek - GPS bardzo się przydaje, gdyż pobłądzić tu bardzo łatwo.




Niestety pogoda bezdeszczowa nie trwa długo. Po przejechaniu jakiś 2 kilometrów rozpadało się znowu, więc decydujemy się na powrót na dworzec.
Kładziemy się spać na posadzce i o 5 rano po ustaniu deszczu podejmujemy kolejną próbę zwiedzania Pragi tym razem już przy oświetleniu naturalnym... ponownie zwiedzanie psuje nam mały deszczyk i zimno.








Przed 8 wskakujemy w pociąg i jedziemy pod granicę polską. Przesiadka na polski pociąg w Usti n. Orlici i polski vlak rozkraczył się po ruszeniu ze stacji... po 20 minutach naprawili go i ruszyliśmy dalej. We Wrocławiu Głównym nasza trójka rozdziela się i każdy jedzie już do domu pociągiem w swoim kierunku.
W Poznaniu dochodzi do miłego spotkania z Adamem "Mogilniakiem", który akurat wracał z wakacji z rowerem w Puszczy i wsiadł akurat do tego samego pociągu co ja, więc było z kim pogadać. O godzinie 21 docieram do domu.




PODSUMOWANIE i parę informacji



- przez 8 dni przejechaliśmy 1400 km pociągami i 661 km rowerami (w tym po Austrii około 620 km, po Czechach ok. 40 km)
- pociągiem przez Czechy wraz z rowerem jedzie się bardzo wygodnie - na 9 pociągów którymi jechaliśmy każdy miał wygodne miejsce na rowery (w tym były 2 pociągi z wagonem bagażowym, gdzie rowery przekazywaliśmy konduktorowi i były one zamykane w specjalnym wagonie).
- całkowity koszt biletów na pociągi przez Czechy (tam/powrót) wyniósł niecałe 900 kc na osobę (czyli jakieś 150 zł) - podróżując w 3 osoby bilety są o około 33% tańsze niż normalnie.
- ceny w Austrii w marketach są podobne jak u nas w Polsce - jest troszkę drożej, ale ceny są do przyjęcia (robiliśmy zakupy w marketach Spar, Lidl, Billa i Hofer)... na 6 dni konsumpcji w Austrii wystarczyło mi 30 euro (z Polski brałem jedynie zupki Vifon itp)
- wszystkie noclegi mieliśmy na dziko pod namiotami - trzeba wziąć pod uwagę że znalezienie odpowiedniego miejsca na rozbicie namiotu na dziko w Austrii zajmuje sporo czasu
- w Austrii jest sporo ścieżek rowerowych, wzdłuż większości głównych dróg biegną jakieś trasy rowerowe, w dużych miastach też w większości poruszaliśmy się po ściażkach/pasach dla rowerów
- pogoda mogłaby być troszkę lepsza, ale na te warunki co były można powiedzieć że była rewelacja... dookoła często padało a my nigdy nie zmokliśmy - jak przychodził deszcz to albo już spaliśmy w namiotach, albo akurat w markecie zakupy robiliśmy.

blank.gif Komentarze blank.gif box_on.gif
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
blank.gif Dodaj komentarz blank.gif box_on.gif
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
blank.gif Oceny blank.gif box_on.gif
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Copyright Sebastian Jeżewski "SebekFireman"

294,291 Unikalnych wizyt

Theme Blade by Nick Jones | Converted to V7 by Harly

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.